Ukraina po wyborach pod rządami Janukowycza i Tymoszenko
14. stycznia 2010
Kyryl Savin
Zapowiadająca się druga tura wyborów, w której o urząd prezydenta konkurować będą Julia Tymoszenko i Wiktor Janukowycz, pozwala w analizie możliwych zmian na Ukrainie na skoncentrowanie uwagi tylko na tych dwóch kandydatach. Biorąc pod uwagę ich działania, programy i wypowiedzi wyborcze spróbujemy naszkicować możliwe scenariusze przyszłego rozwoju politycznego na Ukrainie. Zgodnie z zakresem kompetencji prezydenta Ukrainy głównie skupimy się na polityce zagranicznej i bezpieczeństwa.

Ukierunkowanie w polityce zagranicznej

Zarówno dla Wiktora Janukowycza jak i Julii Tymoszenko charakterystyczną dotychczas była polityka lawirowania między Unią Europejską a Rosją. Utożsamiany powszechnie z byciem „prorosyjskim” Wiktor Janukowycz spełnił powszechne oczekiwania, gdy po ogłoszeniu deklaracji Ukrainy i UE w marcu 2009 r. dotyczącej wspólnej modernizacji systemu transportu gazu na Ukrainie, określił ten dokument jako „antyrosyjski”. Z drugiej strony w swych wypowiedziach dąży do zapewnienia społeczeństwu europejskiego standardu życia, tak aby – zdaniem Janukowycza – można było w poważny sposób rozmawiać o przystąpieniu Ukrainy do UE. Zwłaszcza w ostatnim czasie zasygnalizował on dużą gotowość do przeprowadzenia reform, aby osiągnąć cel Ukrainy, czyli członkowstwo w Unii Europejskiej.

Już podczas pełnienia funkcji premiera w 2006 r. Janukowycz opowiadał się za przystąpieniem do UE poprzez wstąpienie do WTO (co miało miejsce w 2008 r.) oraz utworzenie strefy wolnego handlu z UE. Mimo to próbuje nie niszczyć stosunków z Rosją i jest regularnym gościem zarówno w Moskwie jak i na kongresach partii „Jedna Rosja", gdzie ostatnio występował w grudniu 2009 r. Obecnie widzi on w Ukrainie raczej pośrednika między UE i Rosją, niż część składową jednego czy drugiego bloku.

Ponadto należy stwierdzić, że zwłaszcza za kadencji Janukowycza jako szefa rządu usunięta została większość przeszkód na drodze do członkowstwa w WTO i Ukraina stała się jej członkiem przed Rosją, dzięki czemu obecnie ma możliwość włączania się w negocjacje na temat członkowstwa Rosji w WTO. W tym kontekście należy także widzieć obecne wypowiedzi padające zarówno z ust Janukowycza jak i szeregu innych kandydatów (Litwina, Symonienki, Tihipki) na temat uczestnictwa Ukrainy w ponownie ożywionym projekcie jednolitego obszaru gospodarczego między Białorusią, Rosją, Kazachstanem, który ma zostać zrealizowany do 1 stycznia 2012 r., ponieważ w tym celu albo wymienione powyżej państwa musiałyby dostosować swe standardy do WTO i stać się członkami tej organizacji, co nie będzie możliwe w przewidywalnym czasie, lub też Ukraina musiałaby wystąpić z WTO, ponieważ nie będzie mogła stosować jednolitych ceł i zasad importu/eksportu w ramach dwóch różnych systemów. Wystąpieniu z WTO sprzeciwiłby się zapewne poza innymi osobami główny sponsor partii Janukowycza, Rinat Achmetow, ponieważ doprowadziłoby to do nałożenia nowych ograniczeń na dopiero co otwarte rynki.

Julia Tymoszenko, która uczestniczyła w powstaniu wspomnianej już deklaracji, zachowuje się w podobny sposób, ponieważ niedługo po ogłoszeniu tejże deklaracji i ostrej reakcji ze strony delegacji rosyjskiej zmieniła ton i publicznie zaprosiła Rosję do uczestnictwa w wyżej wspomnianym procesie modernizacji. Zaś wcześniej dzięki osobistemu zaangażowaniu w znaczący sposób przyczyniła się ona do rozwiązania konfliktu gazowego w styczniu 2009 r. Podpisane na skutek tego umowy gazowe, stanowiące pierwszą transakcję bezpośrednio zawartą przez „Naftohas Ukrainy“ i „Gasprom“, regulują długoterminowo (do 2019 r.) warunki dostawy, tranzytu i kupna gazu i można to uznać za sukces rządu Tymoszenko. Mimo to należy stwierdzić, że niektóre z warunków umów jak np. ustalenie minimalnej ilości zakupu, klauzula „bież lub płać”, nieprzejrzysty wzór obliczania cen dostaw jak również względnie niska opłata za tranzyt gazu są niekorzystne dla Ukrainy. Ponadto dotychczas nie zdołała spełnić jednego z głównych żądań międzynarodowych donatorów. Chodzi o przeprowadzenie reform mających na celu dostosowanie cen gazu na rynku wewnętrznym do kosztów realnych. Jest to jedna z głównych przyczyn de facto bankructwa państwowego koncernu „Naftohas Ukrainy“, który z miesiąca na miesiąc ma coraz większe trudności ze spełnianiem zobowiązań płatniczych za rosyjski gaz.

Julia Tymoszenko wraz ze swą ojczyźnianą partią Batkiwszczyzną nadal utrzymuje dobre kontakty z Europejską Partią Ludową, na spotkaniu z którą w grudniu 2009 r. w Bonn została przedstawiona jako „przyszła prezydent Ukrainy”, zaś przystąpienie do Unii Europejskiej jest jasnym celem w jej programie wyborczym. Lecz jak już zostało powiedziane, nic nie powstrzymuje ją od utrzymywania dobrych kontaktów z Wladimirem Putinem. Osobiście złożyła mu życzenia przez telefon z okazji urodzin i dla zyskania jego sympatii publicznie posługuje się także językiem ojczystym, czego teraz, w trakcie kampanii wyborczej, unika nawet na Krymie.

Nie będzie dużych zmian odnośnie UE

Po wygranej w wyborach żaden z obojga kandydatów nie wprowadzi większych zmian w polityce Ukrainy odnośnie Unii Europejskiej; oboje dążą do zbliżenia z UE, a w perspektywie długoterminowej do członkowstwa w UE. Także oboje będą kontynuować i starać się wzmocnić negocjacje o umowie stowarzyszeniowej i o utworzeniu strefy wolnego handlu z UE. Ponadto stojące za nimi grupy oligarchów zainteresowane są utworzeniem strefy wolnego handlu z UE, aby móc wykorzystać różnice wynikające z dewaluacji hrywny na rzecz swoich produktów także na rynku europejskim. Jednakże przed utworzeniem strefy wolnego handlu konieczne jest przeprowadzenie kilku reform, przede wszystkim w zakresie prawa do marki. Mając na uwadze rozwój sytuacji przed przystąpieniem Ukrainy do WTO, za ewentualnej prezydentury Janukowycza należy się spodziewać większej elastyczności i gotowości do przeprowadzenia reform.

W podobny sposób można zakładać, że obydwoje w przypadku objęcia urzędu prezydenta będą próbowali doprowadzić do zniesienia obowiązku wizowego w kontaktach z UE i że będzie to jeden z najbliższych celów ich polityki. Należy zakładać, że Tymoszenko jest bardziej gotowa do spełnienia koniecznych warunków tj. oznakowania granic z Federacją Rosyjską oraz poprawy procedur związanych z wydawaniem paszportów, przede wszystkim zabezpieczenie przed ich fałszowaniem. Przy czym pierwsza kwestia zależy w mniejszym stopniu od Ukrainy niż od Federacji Rosyjskiej, która dotychczas odmawia oznakowania granic z Ukrainą, a tym samym blokuje zniesienie wiz między Ukrainą a Unią Europejską.

Zastój i stagnacja w integracji z NATO

W kwestii NATO sprawy wyglądają nieco inaczej. Wiktor Janukowycz i jego Partia Regionów są otwarci na wszystkie możliwości (także finansowe) i unikają bezpośredniego powiedzenia „nie”, przede wszystkim na arenie międzynarodowej. W programie wyborczym Janukowycza podano wprawdzie wolność wyboru sojuszy jako cel wyborczy, jednakże podczas sprawowania urzędu premiera nie przedsięwziął on żadnych środków, aby zmienić uchwalony przez Werchowną Radę w dokumencie strategicznym w 2002 r. cel związany z członkowstwem w NATO. Jedynie na posiedzeniu komitetu Ukraina-NATO w Brukseli w 2006 r. zadeklarował, że Ukraina póki co nie jest gotowa do członkowstwa lub też bycia przyjętą do „Membership Action Plan“, co zostało potwierdzone na szczycie w Bukareszcie w 2008 r. przez członków NATO, przede wszystkim Francję i Niemcy. Mimo to w 2007 r. Janukowycz kilkakrotnie mówił publicznie, m.in. w wywiadzie dla niemieckiego dziennika Frankfurter Allgemeine Zeitung, że przystąpienie do NATO nadal pozostanie celem strategicznym Ukrainy i nie stanowi to żadnego zagrożenia dla Rosji.

Julia Tymoszenko, która niegdyś uchodziła za jasną zwolenniczkę przystąpienia do NATO, znów zachowuje się podobnie i zwłaszcza w minionym roku podczas kilku wystąpień – podobnie zresztą jak Wiktor Janukowycz – mówiła o „europejskim systemie bezpieczeństwa” jak o alternatywie do NATO. Zarówno Tymoszenko jak i Janukowycz zwracają uwagę na małą popularność NATO w społeczeństwie ukraińskim (z powodu członkowstwa Stanów Zjednoczonych). Zwłaszcza jej partnerzy z Europejskiej Partii Ludowej oczekują jasnego „tak” odnośnie członkowstwa w NATO oraz konkretnych reform w tym kierunku, jednak Tymoszenko w ostatnim czasie unika tego tematu, ponieważ nie da się wygrać żadnych wyborów na Ukrainie mając NATO w programie wyborczym i nie należy jeszcze bardziej pogrążać i tak już napiętych stosunków z Rosją w trwającym obecnie kryzysie gospodarczym. Tymoszenko nie mówi wprost o NATO w swym programie wyborczym, zaś przystąpienie do sojuszy bezpieczeństwa, za czym kryje się NATO, po jej zwycięstwie będą możliwe tylko w drodze referendum.

Zwłaszcza w tej kwestii widoczna jest tendencja ukraińskiej polityki do swoistego „zarówno-jak i”. Z jednej strony umożliwia się wszystkie opcje, z drugiej strony robi się niewiele lub nic celem skonkretyzowania jednej z nich. Zamiast tego czeka się i próbuje wymusić dalsze ustępstwa od partnerów negocjacyjnych, nawet jeśli samemu jest się w rzekomo słabszej pozycji. Nie należy zakładać, że jeden z dwojga kandydatów podejmie konkretne kroki w kierunku przystąpienia do NATO, ponieważ nie ma środków finansowych na dostosowanie wojska do standardów NATO i w przewidywalnym czasie stan ten nie ulegnie zmianie. Wprawdzie w przypadku nagłego zagrożenia mogłoby dojść do szybkiej zmiany nastawienia, jednakże nie należy oczekiwać, że po zwycięstwie Janukowycza czy Tymoszenko dojdzie do pogorszenia stosunków z Rosją, wręcz przeciwnie. Ponadto na horyzoncie nie widać innego potencjalnego agresora. Należy oczywiście przyjąć, że są starania o to, aby brać udział w dalszych programach, które będą się wiązały ze wsparciem finansowym, jednakże należy wyjść z założenia, że zarówno za prezydentury Tymoszenko jak i Janukowycza w tej kwestii będziemy mieli do czynienia ze status quo.

Wcześniejsze wybory parlamentarne i zmiana konstytucji

W kwestii ustroju konstytucyjnego Ukrainy ze strony Janukowycza także nie ma jednoznacznego stanowiska. Do lata wydawało się, że jego Partia Regionów wraz z Blokiem Julii Tymoszenko dążą do utworzenia większości zdolnej do wprowadzenia zmian w konstytucji umożliwiających przebudowę państwa w kierunku demokracji parlamentarnej.
Obecnie kandydowanie Janukowycza w wyborach prezydenckich i wypowiedzi wyborcze, których treść wykracza poza kompetencje prezydenta, świadczą raczej o tym, że w przypadku jego zwycięstwa i po ewentualnych wcześniejszych wyborach parlamentarnych (mowa jest o końcu maja 2010 r. jednocześnie z zaplanowanymi wyborami na szczeblu lokalnym) konstytucja zostanie ponownie zmieniona pod kątem utworzenia republiki prezydenckiej. Jednakże w tym celu konieczna jest większość dwóch trzecich głosów w parlamencie i nie będzie to możliwe bez porozumienia z Blokiem Julii Tymoszenko (chyba że reforma konstytucyjna z 2004 r. zostanie unieważniona wyrokiem sądu konstytucyjnego…).

Kwestia ta wygląda podobnie w przypadku Julii Tymoszenko. O ile do połowy minionego roku zdawała się ona być zagorzałą zwolenniczką demokracji parlamentarnej na Ukrainie, tak jej kandydatura w wyborach prezydenckich i hasła wyborcze (jednoznacznie wykraczające poza obecne kompetencje prezydenta) świadczą raczej o powrocie do konstytucji z ustrojem prezydenckim z czasów prezydenta Kuczmy. Zdaje się, że dwukrotna próba utworzenia koalicji z Partią Regionów, która mogłaby przeprowadzić reformę konstytucyjną z większością dwóch trzecich głosów, popadła w zapomnienie. Podobnie jak dla Janukowycza tak i dla Tymoszenko demokracja prezydencka zdaje się być bardziej atrakcyjna, także ze względu na ewentualne zwycięstwo w przyszłych wyborach parlamentarnych po wygranych wyborach prezydenckich.

A zatem każdy z kandydatów po zwycięstwie podjąłby próbę doprowadzenia do wyborów parlamentarnych. Można to osiągnąć orzekając o braku koalicji rządzącej, co jest jedynie formalnością, ponieważ de facto od września 2008 r. nie ma już stabilnej koalicji rządzącej, a tym samym prezydent ma prawo do rozwiązania parlamentu i wydania rozporządzenia o wcześniejszych wyborach. Przy czym wiele będzie zależało od przewagi w wyniku wyborczym. Jedynie w przypadku Janukowycza można sobie wyobrazić, że jego przewaga nad kontrkandydatką może wynosić do 10%. Przy takim zwycięstwie podważenie wyniku wyborów nie byłoby zbyt skuteczne, a drugi Majdan zakończyłby się farsą. W takiej sytuacji Tymoszenko miałaby nadzieję na lepszy wynik w wyborach do parlamentu i utworzenie stabilniejszej koalicji, aby następnie móc kontynuować destrukcyjną blokadę jako premier rządu.

Dziś wygląda na to, że jeśli Tymoszenko w ogóle ma szansę na zwycięstwo, to jedynie przy niewielkiej przewadze głosów i wówczas można przyjąć za pewnik, że Partia Regionów będzie blokowała wszelkie przedsięwzięcia w parlamencie, co oczywiście będzie przeszkodą dla Tymoszenko przy próbie ogłoszenia wcześniejszych wyborów.

Podważenie zwycięstwa wyborczego Tymoszenko mogłoby przedłużyć cały proces, jednak także i Partia Regionów przystąpiłaby do wcześniejszych wyborów parlamentarnych z nadzieją na przejęcie urzędu premiera z obecnymi kompetencjami. Lecz premierem najprawdopodobniej nie zostałby Wiktor Janukowycz, który w przypadku przegranej w wyborach zamierza wycofać się z aktywnej roli w polityce.

Przeciwnicy Tymoszenko i Janukowycza coraz częściej przedstawiają scenariusz zwycięstwa Wiktora Janukowycza i pozostania na stanowisku premier rządu Julii Tymoszenko. Jednakże w takim przypadku trudno sobie wyobrazić, żeby Julia Tymoszenko pogodziła się z utratą części kompetencji, co byłoby celem Partii Regionów. Z drugiej zaś strony trudno sobie wyobrazić, że Wiktor Janukowycz jako prezydent pogodzi się z obecnymi kompetencjami urzędu prezydenta, a zatem także i w tym wypadku zarządzenie o wcześniejszych wyborach parlamentarnych byłoby najbardziej prawdopodobnym wynikiem. Niestety nie należy oczekiwać długotrwałej zgody pomiędzy obydwoma obozami.

Wcześniejsze wybory do parlamentu, a co potem?
Jednakże nawet nowy skład parlamentu nie przyniesie nowej, jasnej większości. Rezygnacja wyborców z „obozu pomarańczowego” po zwycięstwie Janukowycza mogłaby skutkować przesunięciem punktu ciężkości w kierunku orientacji biało-niebieskiej. Ale także i w tym wypadku Partia Regionów będzie potrzebowała partnera koalicyjnego.

Dla stabilnego rządu najlepszym rozwiązaniem byłby prezydent Janukowycz oraz premier stojący na czele koalicji Partii Regionów, Bloku Litwina i „Naszej Ukrainy” lub komunistów. Premierem tym mógłby być na przykład Serhij Tihipko, ale nawet i taka koalicja nie zmieniłaby niedoskonałości obowiązującej konstytucji. A zatem najbardziej prawdopodobna jest kontynuacja scenariusza z ostatnich lat, czyli wzajemna blokada przez parlament i prezydenta, a opcja ta jest najgorszym wyborem dla Ukrainy, przede wszystkim z uwagi na nadchodzące wyzwania związane z integracją z UE i NATO, przełamaniem kryzysu gospodarczego, koniecznością modernizacji gospodarki i administracji oraz przygotowaniami do EURO 2012. Niezależnie od tego, jakim wynikiem zakończy się druga tura wyborów 7 lutego 2010 r., sytuacja polityczna Ukrainy nie poprawi się w zasadniczy sposób, dopóki między największymi ugrupowaniami politycznymi nie dojdzie do porozumienia odnośnie koniecznych reform.

A zatem niezależnie od tego, kto będzie zwycięzcą wyborów prezydenckich 2010 na Ukrainie, w perspektywie średnioterminowej nie należy oczekiwać większych zmian wobec zaistniałego status quo w polityce zagranicznej i wewnętrznej kraju. Niestety trudno przewidzieć, czy w przypadku zwycięstwa Tymoszenko i Janukowycz gotowi są na przeprowadzenie zasadniczych reform. Obydwoje będą się zapewne ograniczać do reform kosmetycznych względnie prób przeprowadzenia reform, które nie zabolą żadnego z oligarchów. Obydwoje podejmą się zapewne przeprowadzenia reform pozornych (jak reforma terytorialno-administracyjna Juszczenki), aby pokazać przede wszystkim Zachodowi, że są godni wsparcia. Można także stwierdzić, że Ukraina za Janukowycza zasadniczo nie będzie się różnić od Ukrainy za Tymoszenko, ponieważ jeden i drugi kandydat/kandydatka najprawdopodobniej będzie wspierać i chronić istniejący system oligarchii. Niemniej jednak rozwój wydarzeń na Ukrainie jest trudny do przewidzenia, nagłe zmiany w konfiguracji systemu partyjnego, jak np. upadek Partii Regionów po przegranej wyborczej Janukowycza, mogą wywołać szybkie zmiany, a ostatecznie nie należy tracić nadziei, ponieważ jak mówi tekst hymnu – jeszcze Ukraina nie umarła.


Dr Kyryl Savin jest dyrektorem Biura Krajowego Fundacji im. Heinricha Bölla w Kijowie a Andreas Stein praktykantem.

 

AKTUALNOŚCI

Fundacja im. Heinricha Bölla patronuje inicjatywie kulturalnej Art-for-Art. Serdecznie zapraszamy na wystawę i sztukę teatralną do Gliwic.
Więcej ..

Zaproszenia i nowości
Jeśli chcą Państwo otrzymywać informacje o nowościach na stronie i zaproszenia na nasze debaty prosimy o  rejestrację»