Klęska wyborcza Zielonych? Dlaczego niemożliwy był lepszy wynik.
Co wpłynęło na decyzje wyborcze?
Jednakże z punktu widzenia analizy wyborczej perspektywa ta jest uproszczona, ponieważ nie uwzględnia się w niej w dostateczny sposób, że na zachowanie wyborcze w niedzielę 27 września decydujący wpływ miały trzy czynniki: wynik wyborów do Landtagu z 30 sierpnia, wywołany przez Bundeswehrę atak powietrzny w Afganistanie oraz przemyślenia taktyczne wielu wyborców w ostatniej chwili przed oddaniem głosu.
Wyniki wyborów do Landtagu były zdecydowanym przypływem energii zarówno dla FDP jak i Partii Lewicy. W Saksonii FDP mogła ponownie utworzyć rząd z CDU, Lewica mogła zademonstrować swą siłę w Niemczech Wschodnich, a jednocześnie stać się czynnikiem władzy w Kraju Saary. Wprawdzie i Zieloni we wszystkich trzech wyborach osiągnęli sukcesy na niskim poziomie, lecz nie wynikało z nich, czy i na jakie opcje przejęcia władzy zdecydują się.
Wątpliwości społeczeństwa związane z zaangażowaniem Bundeswehry w Afganistanie (które są także rozpowszechnione w środowisku partii Zielonych) zostały spotęgowane nieszczęśliwym zdarzeniem z 4 września, w wyniku którego zginęła także ludność cywilna. To zaś dodatkowo wzmocniło pozytywne trendy poparcia dla partii „Die Linke”. Fakt, że 130.000 głosów przeszło od Zielonych do Lewicy jest po części związane także i z tym zdarzeniem.
Wyborcy last-minute
Jeszcze ważniejsze były przemyślenia taktyczne wielu wyborców, które często przynosiły efekt w ostatniej chwili. Już w wyborach do Bundestagu w 2005 roku udział tzw. wyborców last-minute wynoszący w Partii Lewicy 20%, w FDP – 18%, a u Zielonych – 16% był szczególnie wysoki. W przypadku tych wyborców podczas głosowania często decydujące są opcje utworzenia potencjalnej koalicji. Odnosi się to także do warstw średnich wywodzących się z kultury krytycznego mieszczaństwa, zorientowanych na wartości ekologiczne i społeczne, którzy głos za programowymi celami Zielonych łączą z reguły z oczekiwaniem, iż otworzy to możliwości kształtowania polityki w ramach konstelacji rządzących. Jednakże tym razem oddanie głosu na Zielonych nie łączyło się de facto z żadną perspektywą przejęcia władzy. Oni sami nie mieli odwagi do ofensywnej kampanii na rzecz koalicji z ich udziałem (o koalicji świateł sygnalizacyjnych [określana tak od kolorów partii, które miały ją tworzyć: zielonego, czerwonego (SPD) i żółtego (FDP), (przyp. tłum.)]. prowadzono jedynie zakulisowe rozmowy). Jednakże opcja ta i tak od dawna nie wchodziła w grę przez jasne „nie” FDP oraz próbę SPD uratowania się poprzez ponowne utworzenie wielkiej koalicji. Dlatego też kampania Zielonych o tzw. drugi głos była w pewnym sensie niepewna, zaś FDP mogła rozwieszać swe plakaty „Jasna konstelacja – drugi głos dla FDP” w oczekiwaniu na sukces, za co została nagrodzona 1,1 mln głosów z zaplecza wyborczego chadecji. Mimo wszystko na skutek wędrówki wyborczej Zieloni zdobyli aż 860.000 głosów od byłych wyborców SPD. Ponieważ jednak SPD straciła jednocześnie 1,1 mln głosów na rzeczy Partii Lewicy i 520.000 na rzecz FDP, Zieloni nie mogli odnieść faktycznych korzyści z tego przypływu głosów.
Zieloni ponownie partią ogólnoniemiecką
Niezależnie od argumentów i interpretacji – w tych wyborach do Bundestagu Zielonym nie dopisało szczęście. Mimo że w zasadzie jako partia pomostowa znajdująca się między prawym a lewym spektrum partyjnym, ze strategicznego punktu widzenia znajdują się oni w korzystnej sytuacji wyjściowej, jednakże tym razem praktycznie niemożliwe było zabieganie o realistyczne dojście do władzy i maksymalne wykorzystanie własnego potencjału. Można to jednak interpretować w odwrotny sposób. Zdobyte 10,7% głosów to prawdziwie zielone głosy wyborców, na których można polegać. Nadzieję Zieloni mogą czerpać także z faktu, że w wyborach do Bundestagu we wszystkich wschodnioniemieckich landach zdobyli (po części wyraźnie) ponad 5% głosów i odnieśli sukcesy w wyborach do Landtagu w Saksonii, Turyngii i Brandenburgii. A zatem Zieloni pokonali swą słabość strukturalną na Wschodzie i ponownie stali się partią ogólnoniemiecką.
Jeszcze inny wynik powinien wzbudzić nasze zainteresowanie. W Hamburgu, gdzie rządzi czarno-zielona koalicja, Zieloni ponownie zdobyli więcej głosów, a uzyskując wynik 15,6% zajęli wyraźnie lepszą pozycję od liberałów i lewicy. Na pytanie zadane Ole von Beustowi, czy w 2013 roku preferowałby on jako partnera koalicyjnego FDP od Zielonych, burmistrz Hamburga odpowiedział: „Współpraca z Zielonymi układa się tak dobrze, że dla mnie to pytanie nie istnieje. Koalicja ma się dobrze – na płaszczyźnie osobistej, politycznej, z chęcią podejmujemy decyzje i odnosimy sukcesy. Nie widzę powodu, aby z tego rezygnować”.
A zatem obawa przed nową koalicją jest nieuzasadniona i nadejdzie czas, kiedy Zieloni zbiją kapitał na strategicznie korzystnej pozycji, którą zajmują pomiędzy obozami.
Lothar Probst jest politologiem i profesorem na Uniwersytecie w Bremie. W Instytucie Nauk Politycznych kieruje działem zajmującym się badaniami nad wyborami, partiami i partycypacją.