DOSSIER
Zielone (nie)powodzenie w wyborach w Niemczech – spojrzenie z Czech
Ambitny zielony plan
Władze Zielonych ogłosiły przed wyborami federalnymi bardzo ambitny plan — stać się trzecią najsilniejszą partią w Bundestagu oraz przeszkodzić w powstaniu czarno-żołtej i powtórce wielkiej koalicji. Wcześniejszy przebieg superwyborczego roku dodawał im niezbędnego optymizmu. Zieloni zakończyli wybory do Parlamentu Europejskiego na trzecim miejscu z ponad dwunastoprocentowym poparciem. Po wyborach w Saarze, Turyngii, Saksonii, Brandenburgii oraz Szlezwiku-Holsztynie zieloni zwiększyli swoją reprezentację w tamtejszych parlamentach związkowych. W ostatnich dwóch z wymienionych landów wybory te odbywały się wprawdzie w dzień wyborów federalnych, ale badania przez długi czas wskazywały, że Zieloni w Brandenburgii wrócą po piętnastu latach do parlamentu, a w Szlezwiku-Holsztynie podwoją swój wynik. W obu przypadkach przewidywania się spełniły.
Takie zachęcające wyniki jeszcze bardziej zwiększały ochotę na wyraźny sukces w wyborach federalnych i ponowne przyjęcie na siebie współodpowiedzialności za rządzenie. Jürgen Trittin i Renate Künast, numery jeden na listach wyborczych zielonych, oparli swoją kampanię wyborczą na odrzuceniu energetyki atomowej (coś niezmiernie trudnego do wyobrażenia w warunkach czeskich) oraz na forsowaniu tzw. Green New Deal (ekologia w parze z ekonomią; zielone miejsca pracy). Według wyników sierpniowych badań agencji Infratest Dimap opinia publiczna sprzyjała zielonym: 81% wyborców w Niemczech uważało, że źródła odnawialne są najlepszym rozwiązaniem kwestii energetycznej, w odróżnieniu od 7%, które skłaniało się ku atomowi. Większość Niemców sądziła również, że zdecydowana polityka klimatyczna wpłynie na gospodarkę raczej pozytywnie (62% wyborców) niż negatywnie (14%). Przy spokojnych i niezrozumiałych kampaniach przedwyborczych obu głównych partii politycznych Zieloni mieli szansę na zwrócenie uwagi mocnymi hasłami i jasno sformułowanymi postulatami. Jednak czasy, w których Zieloni byli partią protestu, dawno minęły. Zieloni stali się w dodatku ofiarą własnego sukcesu, kiedy wszystkie pozostałe partie wykradły im tematy związane z ochroną środowiska i klimatu, a nawet z protestu przeciwko atomowi lub co najmniej przeciwko dalszej budowie elektrowni atomowych (z wyjątkiem FDP) zrobiły mainstream. Nie pomógł nawet fakt, że podczas kampanii wyborczej Zieloni jasno się wypowiedzieli przeciwko różnego typu koalicjom powyborczym, nie oferując jednak żadnej własnej realistycznej alternatywy. Pozostali w ten sposób uzależnieni od wyników socjaldemokracji, ich naturalnego (a na poziomie federalnym dotychczas jedynego) koalicjanta, której spadek popularności był dla wyborców jasny na wiele miesięcy przed wyborami.
Ostatecznie Zieloni zanotowali w wyborach do Bundestagu sukces historyczny. Po raz pierwszy osiągnęli wynik dwucyfrowy — 10,7%. W odróżnieniu od poprzednich wyborów z roku 2005 udało im się zmobilizować prawie milion nowych wyborców. Co piąta z głosujących kobiet oddała swój głos na Zielonych. Duży sukces osiągnęli ogólnie również wśród młodych wyborców. Mimo to zakończyli wybory jako najmniejsza, piąta siła parlamentarna i nie powstrzymali czarno-żółtej koalicji.
To właśnie ogromny spadek popularności socjaldemokracji był zjawiskiem, który przerwał zielonym sen o władzy. Nie tylko ponad dwa miliony byłych wyborców SPD nawet nie poszło głosować, ale w dodatku ponad milion z nich przeszło do radykalnej lewicy Die Linke (Lewica), 870 000 do CDU, a nawet ponad pół miliona do FDP (!). Upadku socjaldemokratów nie zrównoważyli również Zieloni, którzy przejęli od nich 860 000 byłych wyborców.
Dezorientacja niemieckiego wyborcy
Wyborcze „migracje” i ogromna liczba wyborców niezdecydowanych (aż 30% niezdecydowanych do ostatniej chwili) są nowymi zjawiskami na niemieckiej scenie politycznej. Jako przykład mogą świadczyć niewiarygodne wręcz wyniki badań opinii publicznej, według których aż 24% wyborców CDU zastanawiało się nad oddaniem głosu na Zielonych. Dawno minęły czasy, kiedy CDU/CSU wspólnie z SPD zyskiwały łącznie ponad 90% wszystkich głosów wyborczych. Obie wielkie partie w tegorocznych wyborach osłabły na tyle, że komentatorzy często mówią o końcu tzw. „Volksparteien”, czyli partii z tak szerokim poparciem wśród społeczeństwa, że mogły sobie pozwolić na określenie się mianem „ludowych”.
Zwycięzcami wyborów stały się w ten sposób partie małe, przede wszystkim liberałowie z piętnastoma procentami poparcia, ale także radykalna postkomunistyczna Lewica, której wielu przed kilkoma laty przepowiadało szybkie zniknięcie. Interesujący jest jednak również wynik partii jednego tematu — Partii Pirackiej, na którą zagłosowało 2% wyborców (846 000 Niemców), przy czym ochrona danych osobowych, prawo do prywatności i wolność internetu są jednymi z głównych haseł Zielonych, a szwedzka Partia Piracka w Parlamencie Europejskim zawarła sojusz właśnie z Zielonymi. Niepokojący pozostaje wynik NPD, partii radykalnie prawicowej, której ulotek przedwyborczych nie powstydziłaby się żadna organizacja neonazistowska. NPD wybrało ponad 600 000 Niemców (1,5%).
Ekologia ważna mimo kryzysu
Wybory w Niemczech pokazały co najmniej dwa paradoksy, a przynajmniej to, co za paradoksy mógłby uznać konwencjonalnie myślący analityk. Po pierwsze, że w dobie kryzysu ekonomicznego wygrywa (nie tylko w Niemczech) prawica, a przede wszystkim partie neoliberalne, które nie są zainteresowane zmianą funkcjonowania struktur finansowych bądź przemysłowych, a wręcz przeciwnie — chcą jeszcze bardziej poszerzyć ich pole działania. Po drugie, że Zieloni wbrew kryzysowi ekonomicznemu, podczas którego tematyka ochrony środowiska powinna zejść na plan dalszy, zyskują punkty procentowe.
Czy jednak zwycięstwo prawicy oznacza zwrot w spojrzeniu opinii publicznej na rozwiązanie kryzysu ekonomicznego, czy chodzi raczej tylko o nieznaczne zwycięstwo, które wskazuje na to, że społeczeństwo przez kryzys jest głęboko podzielone? Upadek SPD przypisuje się temu, że partia przesunęła się zbytnio do centrum i straciła swoją lewicową tożsamość. Angela Merkel natomiast ciągnie swoją partię w stronę centrum świadomie. Lewicy (Die Linke), która boryka się z opiniami, że jest partią protestu, oraz z nie do końca wyjaśnionym stosunkiem do przeszłości, nie udało się optymalnie wykorzystać odpływu wyborców od socjaldemokracji. A uczestnictwo w wyborach wciąż spada. Czy powstają tutaj dwa wyraźne obozy, które kopiują prawicowo-lewicowe podziały? Czy może społeczeństwo zrezygnowało z polityki właśnie dlatego, że podział ten ulega zatarciu, ponieważ prawie wszystkie partie przesuwają się do środka? Czy istnieją w ogóle jeszcze jakieś dychotomie ideologiczne, czy nastał czas „końca historii”, a gra odbywa się tylko o parametry, nie o kierunek. Zresztą reformę państwa socjalnego rozpoczęła koalicja SPD i Zielonych.
Hasłem przywódców niemieckich zielonych jest „Eigenständigkeit” — niezależność. Ani lewica, ani prawica. Czy chodzi o tematykę, czy o wyraźne ideologiczne ustosunkowanie się wobec jednych i drugich? Kojarzy się to Państwu z czymś? Czescy Zieloni prawdopodobnie swój niemiecki wzór w tej kwestii wyprzedzili, tworząc koalicję rządową z konserwatystami i konsekwetnie powtarzając, że ich potencjał koalicyjny jest otwarty (z wyjątkiem komunistów), ponieważ nie chodzi o pokonane prawicowo-lewicowe postrzeganie świata, ale o to, by przeforsować jak najwięcej z konkretnych tematów programowych i usatysfakcjonować wyborcę przynajmniej częściowo, zamiast być nieustannie w opozycji bez możliwości działania. Niemieccy zieloni nowy rodzaj polityki, nieideologiczny i pragmatyczny, zaczęli testować już na poziomie komunalnym i związkowym. Zależnie od okoliczności, tematyki i osób są gotowi zawrzeć koalicję w zasadzie z kimkolwiek. W Hamburgu działa koalicja czarno-zielona, a w niektórych krajach związkowych zarysowuje się możliwość współpracy SPD, Zielonych i Lewicy (która mimo wszystko jest nieco bardziej reformowalna niż czescy komuniści). Czy można to nazwać oportunizmem? Joschka Fischer po tegorocznych wyborach federalnych zalecił Zielonym, aby nie zamykali się w obozie lewicowym, „ponieważ o wynikach wyborów do Bundestagu również w przyszłości zadecyduje centrum”. Kolejne cztery lata pokażą, na ile Zieloni są w stanie utrzymać w lewicowej opozycji swoją niezależność, na ile władze partii utrzymają razem zarówno bardziej prawicowe jak i lewicowe skrzydło partii, jakie charakterystyczne tematy Zieloni przedstawią swoim wyborcom, a przede wszystkim jakie zaproponują scenariusze koalicyjne dla przynajmniej częściowej realizacji tych postulatów.
Šádí Shanaáh jest absolwentem Studiów Europejskich na Uniwersytecie w Cambridge, byłym doradcą ministra szkolnictwa, młodzieży i kultury fizycznej Republiki Czeskiej.