Koalicje te możliwe i niemożliwe
O wielkiej koalicji, która rządziła przez cztery lata, nie chcą słyszeć ani CDU/CSU ani SPD. Koalicję obozu lewicowego wykluczały zarówno SPD, Zieloni jak i partia „Die Linke”. Koalicję centro-lewicową, składającą się z opcji czerwono-zielonej i liberałów (FDP), odrzucali ci ostatni, zaś koalicji centro-prawicowej, czyli CDU/CSU, FDP i Zieloni, przeciwstawiali się Zieloni. Jedynie czarno-żółta koalicja nie była odrzucana przez żadnego z partnerów, a fakt, że w kampanii wyborczej nie tylko sformułowali oni punkty programu, lecz także potrafili je zintegrować z jasną perspektywą przejęcia władzy, znacząco przyczynił się do ich sukcesu. Zaś w przypadku innych partii brak odpowiedzi na pytanie, z kim utworzyłyby rząd, okazał się błędem, który kosztował je nie tylko utratę głosów, lecz także spowodował, że wielu wyborców powstrzymało się od udziału w wyborach. Tylko 70,8% uprawnionych do głosowania skorzystało ze swego prawa wyborczego. To niespełna 7% mniej niż w 2005 roku.
Mobilizujący skutek jasnego przesłania wyborczego staje się jasny, jeśli spojrzymy na wagę obydwu przyszłych ugrupowań rządzących. FDP zyskała na zmęczeniu wielką koalicją, które było odczuwalne w ostatniej fazie jej rządów. Wielu zwolenników CDU podarowało swój głos liberałom, aby mieć pewnym, że nie będzie kontynuacji tego nielubianego sojuszu. Wzrost poparcia z 4,8% do 14,6% był dla liberałów najlepszym wynikiem w historii tej partii. Z kolei CDU w zupełności dostosowała kampanię wyborczą do postaci kanclerz Angeli Merkel, która stawiała na swą pozycję kanclerza, działała w stylu prezydenckim, unikała wszelkiej partyjno-politycznej polaryzacji stanowisk i nie wykluczała utworzenia wielkiej koalicji. Jednakże w końcowej fazie kampanii wyborczej wykazała wyraźną słabość wobec jej kontrkandydata z SPD, Franka-Waltera Steinmeiera. Odsetek głosów oddanych na CDU spadł z 35,2% do 33,8%. Wystarcza to do stworzenia klarownej większości obozu konserwatywnego w ilości 332 na 622 mandatów w przyszłym Bundestagu.
Jednakże to za mało, aby zadowolić własną partię. Bowiem CDU już po raz drugi pod przewodnictwem Angeli Merkel poniosła straty w walce wyborczej do Bundestagu i wiele wskazuje na to, że niegdysiejsza wielkość, która oscylowała w przedziale 40% poparcia, została bezpowrotnie utracona. W 2005 roku Merkel opowiadała się jeszcze za jasnym kursem liberalnym w gospodarce i dlatego też o mały włos nie straciła przyjmowanego za pewne zwycięstwa nad SPD. Wystarczyło już tylko na stworzenie wielkiej koalicji. W roku 2009 objęła zaś kierunek socjaldemokratyczny, co wprawdzie przysporzyło SPD oczywistych trudności, lecz także nie uchroniło CDU przed utratą poparcia. Jednocześnie Angela Merkel będzie kontynuowała taki kurs także w koalicji z FDP; nie należy spodziewać się ożywienia postaw liberalno-gospodarczych, które dominowały kampanię wyborczą jeszcze w 2005 roku.
Dekoncentracja systemu partyjnego i jej skutki
Patrząc na trzy ostatnie wybory do Bundestagu, trudno nie zauważyć trendu zmierzającego w kierunku dekoncentracji systemu partyjnego. Partie ludowe tracą swą moc przywiązywania do siebie wyborców, a zakorzenienie w środowiskach, z których się one wywodzą – środowisko katolickie w przypadku CDU i robotnicze w SPD – nie jest już tak silne.
Podczas gdy w roku 2002 zdołały one uzyskać ogółem 77%, tak w roku 2005 było to już tylko 69%, a w 2009 – jedynie 57%. Z uwagi na ten trend pojęcie „partii ludowej” powoli traci swą moc.
Rozwój ten jest trudny przede wszystkim dla SPD. To ta partia jest głównym przegranym wyborów i przeżywa upadek. Poparcie dla tej partii spadło z 34,2% do 23,0% i jest to najgorszy wynik w jej powojennej historii. We wschodnich krajach związkowych – z wyjątkiem Brandenburgii – plasuje się na trzecim miejscu za CDU i „Die Linke”.
Wynik ten jest tym bardziej dramatyczny, ponieważ nie można go wyłącznie sprowadzić do obrania złego stanowiska politycznego. SPD straciła na korzyść partii „Die Linke” dokładnie tyle samo głosów co na rzecz obozu konserwatywnego, jednakże przeważająca część byłych wyborców przeszła do obozu Zielonych lub też powstrzymała się od głosu. Dla SPD była to kontynuacja długiej serii przegranych w wyborach federalnych, na szczeblu krajów związkowych i w wyborach europejskich, której początek sięga 2003 roku. Jakiś czas temu na zachodzie kraju i jako protest przeciwko reformom rynku pracy ówczesnego rządu Schrödera zaczęły powstawać lewicowe sojusze wyborcze, które połączyły się z postsocjalistyczną partią PDS w obecną partię „Die Linke”. Od tamtej pory poparcie dla tej partii stale rośnie. W wyborach do Bundestagu poparcie to wzrosło z 8,7% do 11,9%.
Zmiana pokoleń w SPD
W oczach wielu polityków SPD upadek własnej partii związany jest z ich błędną polityką reform i prowadzony swego czasu za kanclerza Schrödera tzw. kurs nowego środka. W związku z tym w wyborach dążono do odsunięcia od władzy starej ekipy, która zawsze opowiadała się za takim kierunkiem. Przewodniczący partii Franz Müntefering i jego zastępca Peer Steinbrück odchodzą jako przedstawiciele polityki nowego środka, a na ich miejsce przyjdą przedstawiciele lewicowego skrzydła w partii. Także klub parlamentarny w Bundestagu, którego liczebność zmalała o jedną trzecią, ma wyraźnie lewicowe zabarwienie. Jednocześnie powoli zaniechuje się polityki ostrego odgraniczenia od partii „Die Linke”, za pomocą której w ostatnich latach bezskutecznie próbowano powstrzymać jej rosnący wpływ.
Zakaz tworzenia koalicji z „Die Linke” od dawna już nie obowiązuje na szczeblu krajów związkowych i to samo się stanie w następnych wyborach do Bundestagu. W Kraju Saary obydwie partie prawdopodobnie niebawem będą wspólnie rządzić, zaś po majowych wyborach do parlamentu związkowego w Nadrenii Północnej-Westfalii być może w tym drugim co do wielkości i jednocześnie posiadającym największą liczbę mieszkańców kraju związkowym utworzy się lewicowy rząd. Aby tak się jednak stało, w partii „Die Linke” do głosu muszą dojść siły opowiadające się za realpolitik. Konflikt o przyszły kierunek rozwoju obecnie jest jeszcze w autorytarny sposób ukrywany przez przewodniczącego partii Oskara Lafontaine’a, jednakże wybuchnie on, gdy wiosną nadejdzie czas na uchwalenie programu partii. Wówczas okaże się, czy zwolennicy realpolitik ze wschodnich struktur partyjnych przeforsują swoje stanowisko przeciwko populistycznemu radykalizmowi przewodniczącego partii i pomniejszych struktur partii z zachodnich Niemiec.
Słabość socjaldemokracji w Europie
Na katastrofalną klęskę SPD składa się jeszcze jeden element wykraczający poza ostatnie wybory i szczególne cechy tej partii. Jest on mianowicie związany z utrzymującym się od lat upadkiem formacji socjaldemokratycznych w Europie, czego wyrazem były także ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego. W Wielkiej Brytanii Labour Party po dekadzie rządzenia także przejdzie do opozycji. Już przed trzema laty szwedzcy socjaldemokraci musieli pogodzić się z najgorszym wynikiem od 1914 roku i także zajęli miejsce opozycji. Francuscy socjaliści dokonali formalnego rozkładu partii i w wyborach europejskich uzyskali jedynie 16,5% głosów. Symptomy choroby są do siebie dramatycznie podobne. Z jednej strony wszyscy muszą walczyć ze zmodernizowanymi konserwatystami, którzy włączyli do swej polityki także obietnice socjaldemokratyczne. David Cameron nadał brytyjskim konserwatystom przyjemny, liberalny wizerunek, zaś Nicolas Sarkozy nawet włączył lewicę do swego rządu. Z drugiej strony u boku lewicy narodziła się rosnąca w siłę radykalna, lewicowa konkurencja. W wyborach europejskich we Francji zdobyła ona tyle samo głosów co niemiecka partia „Die Linke” w ostatnich wyborach do Bundestagu. Do chwili obecnej socjaldemokraci są bezradni wobec tego problemu.
Zieloni: sukces czy porażka?
Marne położenie SPD przełożyło się na kampanię wyborczą Zielonych. Z powodu upadku socjaldemokracji powrót do czerwono-zielonej koalicji był i jest w przewidywalnym czasie nierealny. Zieloni przystali na zasadę SPD nie wchodzenia w koalicję z „Die Linke” i dzięki temu oszczędzili sobie obecnego także we własnych szeregach sporu o stosunek do socjalistów. Jednocześnie dokonali oni wyrazistego odgraniczenia przeciwko obozowi czarno-żółtemu, a nawet głosili hasło, że należy unikać tej formacji, jednak z drugiej strony twierdzili – podobnie jak SPD – że sojusz z liberałami byłby jedyną opcją na stworzenie rządu, co jednak zostało natychmiast odrzucone przez tych ostatnich. Ten strategiczny dylemat i wynikające z niego błędy taktyczne prawdopodobnie doprowadziły do tego, że spośród trzech celów wyborczych Zieloni osiągnęli tylko jeden. Nie zablokowali powstania potępionej koalicji konserwatywno-liberalnej, nie stali się trzecią siłą w parlamencie, jednakże z wynikiem 10,7% osiągnęli wynik dwucyfrowy, a zatem najlepszy w wyborach do Bundestagu w historii partii. W 2005 roku uzyskali oni tylko 8,1%. Władze partii uznały ten wynik za sukces, jednakże przy trzeźwym spojrzeniu stosowny byłby raczej sceptycyzm niż radość. Wszystkie trzy partie opozycyjne odniosły korzyść z powodu słabości wielkiej koalicji. Ale o ile FDP zdołała poprawić swój udział głosów o 49%, a „Die Linke” o 37%, tak w przypadku Zielonych było to tylko 32%. Ten wzrost poparcia zawdzięczają oni głównie wyborcom SPD, którzy przeszli do obozu Zielonych. Liczba wyborców poruszających się między tymi dwoma partiami jest duża, a doświadczenie ostatnich lat nauczyło Zielonych, że wędrówka możliwa jest także w przeciwnym kierunku.
Ekologia to nie wszystko
Jednakże 27 września przyniósł także dwa wyniki cząstkowe, które dają wyjątkowo pozytywne perspektywy w odniesieniu do dalszego rozwoju Zielonych. W wyborach do parlamentu krajowego w Brandenburgii, które odbyły się tego samego dnia, Zieloni po 15 latach ponownie zdołali dostać się do parlamentu. Udało im się to już pod koniec sierpnia w wyborach do parlamentu krajowego w Turyngii, co daje nadzieje na to, że 20 lat po zjednoczeniu także i w Niemczech Wschodnich doszło do lepszego zakorzenienia społecznego Zielonych i że i tam są oni siłą polityczną. Z drugiej strony przede wszystkim w zachodnioniemieckich wielkich miastach w licznych okręgach wyborczych Zieloni uzyskali wynik, który stawiał ich na równi z CDU i SPD. Nie sprawia to jeszcze, że Zieloni stali się partią ludową, lecz dzięki temu wznieśli się ponad status „single-issue-party”. Bowiem te wyniki zdołali uzyskać tylko dzięki dotarciu do szerszych warstw wyborczych niż miało to miejsce dotychczas. Zawdzięczać to można częstokroć dobrej pracy na szczeblu komunalnym. Jednakże aby wyniki te okazały się stabilne lub w przyszłości stały się jeszcze lepsze, konieczna będzie zmiana w komunikacji z wyborcami, ponieważ na szczeblu federalnym Zielonym nadal przypisuje się dobre kompetencje wyłącznie w zakresie ekologii. I mimo że w wyborach do Bundestagu partia zaprezentowała realistyczny program „Zieloni tworzą miejsca pracy”, w dużej mierze brakuje jej uznania ze strony wyborców dla ich kompetencji w zakresie gospodarki i polityki społecznej. Ekologia jako temat „na wyłączność” jest podstawą egzystencji dla Zielonych, jednakże partia ta musi rozszerzyć swą obecność także na inne obszary polityki i zarysować tam bardziej wyraziste stanowiska. To będzie decydowało o tym, gdzie Zieloni zajmą miejsce w najbliższych latach na scenie politycznej. Przed wyborami sprzeciwili się żółto-czarnej koalicji, po wyborach bronili się przed włączeniem do obozu lewicowego. To głosowanie negatywne było odzwierciedleniem postaw obydwu skrzydeł w partii. Zieloni będą musieli rozegrać ten konflikt, ponieważ teraz chodzi o to, aby przekuć ten sprzeciw na pozytywną treść i sformułować z tego politykę, która ponownie doprowadzi Zielonych do władzy.
Dieter Rulff jest redaktorem kwartalnika Vorgänge.