DOSSIER
Zwycięstwo praktycznie przesądzone
Robert Misik
Dwie duże partie i wszystko jasne

W minionych dekadach niemieckie wybory stanowiły zawsze „walkę między obozami“. Przez długie lata to zwłaszcza konserwatywna partia chadeków CDU/CSU oraz socjaldemokracja (SPD) były głównymi rywalkami, a pomiędzy nimi znajdowała się niewielka partia liberałów – FDP. W ostatnich dwudziestu latach pytanie brzmiało zazwyczaj: czy większość zdobędzie SPD i Zieloni, czyli partie centro-lewicowe, czy też CDU/CSU wraz z FDP, a zatem partie centro-prawicowe? Dopiero w momencie rosnącego poparcia dla lewicowo-socjalistycznej partii „Die Linke“ (z którą do chwili obecnej nikt nie chce tworzyć koalicji na płaszczyźnie federalnej) sprawa stała się nieco bardziej skomplikowana i w wyborach w 2005 roku doszło do sytuacji, że żaden z obydwu „obozów” nie otrzymał większości. Od tamtej pory u steru władzy jest wielka koalicja prowadzona przez przewodniczącą CDU Angelę Merkel w roli kanclerz federalnej.

Obecnie scenę polityczną cechuje przede wszystkim słabość strukturalna socjaldemokratów. Pod postacią partii „Die Linke” pojawił się rywal, który prowadzi poważne kłusownictwo w tym segmencie wyborców, przez co można praktycznie wykluczyć możliwość zwycięstwa socjaldemokracji nad CDU/CSU. A zatem już przed wyborami można z dużą dozą pewności stwierdzić, kto będzie kanclerzem po wyborach, a mianowicie dotychczasowa kanclerz federalna. Sprawia to, że kampania wyborcza jest niezbyt ekscytująca, zwłaszcza że brak w niej dużych, kontrowersyjnych tematów. Wątpliwe jest jedynie to, czy Merkel nadal będzie stać na czele wielkiej koalicji współtworzonej z SPD? Czy też CDU/CSU i FDP otrzymają na tyle dużo głosów, aby wystarczyło na utworzenie ulubionej, centroprawicowej koalicji pani Merkel? Czy też może wypróbowany zostanie zupełnie nowy wariant – koalicja składająca się z konserwatystów, liberałów i Zielonych?

Między młotem a kowadłem

U Zielonych w ostatnich latach nastąpiły pewne zmiany. Do końca lat 90. było jasne, że jako partia nowoczesna, lewicowa i proekologiczna może tworzyć koalicję rządzącą tylko wespół z SPD. To się zmieniło. Z jednej strony chrześcijańska demokracja stała się bardziej nowoczesna i otwarta, a z drugiej strony Zieloni przekształcili się w umiarkowaną partię centro-lewicową, której wyborcy w kwestiach życiowo-kulturowych mają wiele wspólnego z wyborcami „mieszczańskimi”. Jeśli chodzi o partię Zielonych ma to swoje zalety, lecz także i wady. Zaleta: kto ma więcej opcji, jest silniejszy. Wada: ten, kto może z każdym, może zostać łatwo posądzony o brak zasad i wyrazistych konturów politycznych. Ponadto: dla wielu Zielonych konserwatywna CDU/CSU pozostaje głównym rywalem politycznym. Zgoda na koalicję rozłościłaby wielu wyborców.

Kanclerz Merkel próbuję zdobyć uznanie prowadząc pozbawioną kontrowersji kampanię wyborczą nastawioną na dobre samopoczucie, która w zupełności dostosowana jest do jej własnej osoby. Ostatecznie poparcie dla jej osoby jest o mile większe od poparcia dla jej konkurenta, Franka-Waltera Steinmeiera. Poważniejsze kontrowersje merytoryczne mogłyby tylko zaszkodzić. W każdym razie do osiągnięcia większości z FDP, na której jej zależy, zmierza łagodnym krokiem. Bowiem zmiana w kierunku neokonserwatywnej, liberalno-gospodarczej polityki nie byłaby w Niemczech popularna. Wręcz przeciwnie: w ostatnich 11 latach w wyborach do Bundestagu zawsze wyłaniała się większość centro-lewicowa. W latach 1998 i 2002 SPD wraz z Zielonymi uzyskały wspólną większość, a także w roku 2005 większość obywateli Niemiec oddała głos na socjaldemokrację, Zielonych i partię „Die Linke“. Ta decyzja wyborców o poparciu dla partii centro-lewicowych nie przekłada się na kształt rządu tylko dlatego, że SPD wyklucza zasadniczo koalicję z „Die Linke”. Główne powody ku temu to fakt, że partia skrajnej lewicy jest następczynią postkomunistycznej PDS (i jeszcze wcześniejszej SED), a wielu członków SPD z trudem zniosłoby bycie w koalicji z potomkami niegdysiejszych komunistycznych dyktatorów. Ponadto „Die Linke” prowadzona jest przez byłego szefa SPD Oskara Lafontaine’a, który w swej byłej partii uchodzi za „zdrajcę”. A zatem także i osobiste animozje uniemożliwiają współpracę.

Tym samym problem jest oczywisty. Dopóki socjaldemokraci nie zdołają odzyskać owego pokaźnego odsetka wyborców, których stracili na rzecz „Die Linke”, dopóty nie mają szansy na stanie się najsilniejszą partią. A więc mogą mieć tylko nadzieję na to, aby stać się partnerem-juniorem w ramach wielkiej koalicji. Dlatego też w najbliższych latach można liczyć się z tym, że socjaldemokraci będą kształtowali mniej napięte relacje z lewicą, ponieważ w przyszłości tylko razem z „Die Linke” mają realne szanse na własnego kanclerza.

Ciężkie czasy nadchodzą

Niezależnie od konstelacji, którą utworzy rząd po 27 września w Berlinie, dla socjaldemokracji nastąpią burzliwe lata. Ostatni politycy i polityczki z pokolenia Gerharda Schrödera, przede wszystkim przewodniczący partii Franz Müntefering i kandydat na urząd kanclerza Steinmeier, zapewne będą musieli odejść, jeśli nie uda im się zapobiec klęsce wyborczej, czego nikt się nie spodziewa. Niejasnym jest, kto w przyszłości będzie prowadził SPD. Jako następca przewodniczącego partii brany jest pod uwagę zarówno burmistrz Berlina Klaus Wowereit jak i zastępczyni przewodniczącego partii Andrea Nahles.

Także dla Zielonych nadchodzące lata nie będą zbyt komfortowe. Jeśli utworzą oni koalicję z chadecją i liberałami, grozi im test na wytrzymałość. Ale także i rola opozycji nie jest niczym wygodnym. Wprawdzie Zieloni są już we wszystkich regionach kraju partią stabilną i praktycznie nie ma już kraju związkowego, gdzie groziła by im utrata miejsc w parlamentach krajów związkowych, co jeszcze przed kilkoma laty regularnie się zdarzało. Jednakże teraz trudniej jest wyrobić sobie profil w ramach opozycji. Rola głośnej, głównej partii opozycyjnej została zajęta przez „Die Linke”. W kwestiach merytorycznych w niektórych obszarach istnieją oczywiście poważne różnice między Zielonymi a socjaldemokracją z jednej, a chadecją i zwłaszcza z liberałami z drugiej strony. Jednakże nie są one już tak duże i zasadnicze jak miało to miejsce przed 15 laty. To, co wiąże Zielonych wyborców z ich partią, to raczej kwestie stylu i wspólnej kultury życia. Istnieje zapewne wystarczająca liczba wyborców, którzy „automatycznie” głosują na Zielonych, ponieważ czują się blisko promowanego przez nich stylu, jednakże niekoniecznie wynika z tego jasna i wyrazista tożsamość polityczna.

Robert Misik jest publicystą, mieszka w Wiedniu i pisze dla licznych niemieckich mediów. W roku 2009 ukazała się jego książka Politik der Paranoia: Gegen die neuen Konservativen.

AKTUALNOŚCI

Fundacja im. Heinricha Bölla patronuje inicjatywie kulturalnej Art-for-Art. Serdecznie zapraszamy na wystawę i sztukę teatralną do Gliwic.
Więcej ..

HEINRICH-BÖLL-STIFTUNG
Zaproszenia i nowości
Jeśli chcą Państwo otrzymywać informacje o nowościach na stronie i zaproszenia na nasze debaty prosimy o  rejestrację»