DOSSIER
Europa 2014 – już teraz zaczynamy!
Prof. Dr Eckart D. Stratenschulte
Wybory europejskie już za nami, gracze – zarówno zwycięzcy jak i przegrani – mogą odetchnąć z ulgą, że w kwestii europejskiej znowu zapanuje pięć lat spokoju. W końcu mandaty w Parlamencie są rozdane, niezależnie od tego, ilu wyborców brało udział w wyborach. W najbliższym czasie odbędą się wybory do Bundestagu, wybory do parlamentów krajów związkowych, ponadto przerwa wakacyjna, negocjacje koalicyjne, obsada stanowisk.
Tym, którzy tak myślą, nie można by nawet mieć tego za złe, lecz dla Europy byłaby to katastrofa. Tylko 43% europejskich obywatelek i obywateli udało się do urn wyborczych, a zatem 57% zostało w domu. W rzeczywistości obraz ten nawet nie oddaje całości katastrofy, ponieważ w niektórych krajach istnieje obowiązek głosowania. Na Słowacji, w kraju, który podjął duży wysiłek, aby znaleźć się w UE, mniej niż 20% uprawnionych poszło na wybory. Na Litwie czy w Polsce wynik ten był niewiele lepszy. W sześciu państwach frekwencja wyborcza wyniosła mniej niż 30%. Niestety nie jest to oznaką zadowolenia, lecz braku chęci czy wiedzy. Wprawdzie ludzie w Europie mają duże oczekiwania w stosunku do Unii Europejskiej, o czym świadczą wyniki wielu badań opinii publicznej, lecz najwidoczniej nie mają oni zaufania do instytucji, a przede wszystkim odnośnie tego, że ich zdanie jakoś się liczy. Ponadto w Niemczech partie nie dały obywatelom odczuć, że wszystko mogłoby być inaczej. Wręcz przeciwnie – kampania wyborcza w wyborach europejskich graniczyła z odmową wykonywania zawodu przez elity polityczne i urąga artykułowi 21 naszej ustawy zasadniczej, która stanowi o tym, że partie współdziałają (powinny współdziałać) w kształtowaniu woli politycznej narodu.

Największe zagrożenie dla Unii Europejskiej, która ustala ramy regulacyjne dla naszych warunków życia, polega na tym, że straci ona akceptację naszych obywateli i obywatelek. Zagrożenie to jest wysoce realne.

Dlatego też nie możemy czekać, że za pięć lat wszystko się jakoś ułoży, lecz musimy działać teraz. Kilka propozycji w tym zakresie:

1. Wpływ na listy wyborcze
Często i uzasadnioną krytyką jest brak możliwości wpływu wyborców na skład list wyborczych, a tym samym wyboru konkretnych osób. Poprzez zmianę prawa wyborczego na płaszczyźnie federalnej dałoby się to zmienić. W Austrii znana jest instytucja głosu preferencyjnego, który oddaje się danemu kandydatowi na wybranej liście, a tym samym osoba ta może przeskoczyć na przykład z miejsca 24 na miejsce pierwsze. W południowych Niemczech istnieje możliwość kumulacji i tzw. vote-splitting (w systemie wyborów wielokrotnych podział kilku głosów, które wyborca ma do dyspozycji, na kandydatów różnych list), dające wyborcom możliwość dodatkowych decyzji. Skutkiem tego byłoby po pierwsze większe uczestnictwo w decyzjach po stronie wyborców, a po drugie – większe zaangażowanie ze strony kandydatów. Obecnie wygląda to tak, że ktoś, kto w partii Zielonych ma pozycję 20 lub w SPD jest na miejscu 40 listy i tak nie ma szans na mandat w Parlamencie, co niekoniecznie pozytywnie wpływa na zaangażowanie kandydatów.

2. Wpływ na skład Komisji
Komisja Europejska w dalszym ciągu składa się z osób nominowanych przez państwa członkowskie, nawet jeśli skład ten musi zostać zaakceptowany przez Parlament. Wybory europejskie powinny zawierać w sobie głosowanie na kandydata do Komisji danego państwa. A zatem – jeśli wygrają konserwatyści, to ich kandydatka czy kandydat pojedzie do Brukseli i vice versa. Rząd federalny zobowiązałby się do uszanowania głosu wyborców przy wyborze członka Komisji. Nie wymaga to zmiany ustaw, lecz deklaracji woli. Ponadto rodziny polityczne w Europie powinny wcześniej określić swą kandydatkę względnie kandydata na urząd przewodniczącego Komisji.

3. Więcej obecności europejskich deputowanych
W Niemczech mamy 612 deputowanych do Bundestagu i 99 do Parlamentu Europejskiego. Już dlatego jasnym jest, że deputowani do Parlamentu Europejskiego nie mogą wykazać się znaczną obecnością w większych okręgach wyborczych. Ponadto Parlament Europejski jest bardzo pilny i 40 tygodni w roku przeznacza na obrady plenarne i komisje. Tu powinna obowiązywać zasada mniej niż więcej. Parlament powinien zredukować swe posiedzenia, aby dać deputowanym więcej czasu na obecność wśród obywatelek i obywateli oraz we własnej partii. Jeśli kontakt z wyborcami zostanie zerwany, wówczas nie pomoże nawet najlepsze posiedzenie komisji. Nota bene w niemieckim Bundestagu obowiązuje 22 tygodni posiedzeń rocznie.

4. Koniec cyrku wędrownego
Jednym ze sposobów na zaoszczędzenie czasu, byłoby zakończenie bezsensownego cyrku wędrownego z Brukseli do Strasburga. Parlament Europejski dysponuje w Brukseli wszystkim, czego potrzebuje do wykonywania swej pracy, łącznie z salą posiedzeń plenarnych. Nie ma powodu, aby większość posiedzeń plenarnych odbywała się w Strasburgu. Poza energią, można by zaoszczędzić pieniądze i szacunek, ponieważ także  obywatele Europy ze zdumieniem przyglądają się tym wędrówkom w tą i z powrotem.

5. Zmiana prawa wyborczego
Przepisy prawa wyborczego do Parlamentu Europejskiego powinny zostać zmienione w taki sposób, żeby reprezentacja połączona była z frekwencją wyborczą. Oznaczałoby to, że Parlament Europejski dysponuje minimum 375 i maksimum 750 miejscami. Każde państwo deleguje niezależnie od frekwencji krajowej określoną liczbę posłów do Parlamentu. Jednakże pełna liczba mogłaby zostać osiągnięta tylko w przypadku frekwencji wynoszącej na przykład 65%. Tym samym osiągnęlibyśmy większy stopień reprezentacji, zaś siły ekstremalne zostałyby zneutralizowane. Jeśli w danym państwie tylko 15% czy 20% osób jest zdania, że należy współdecydować w kwestiach europejskich, wówczas nie ma powodu, aby osobom tym gwarantować 100% wpływu. Tym samym obywatele każdego państwa przy każdych wyborach decydowaliby, na ile ważne jest dla nich to, aby ich reprezentanci byli obecni w Brukseli. Nota bene podobny system obowiązuje implicite w wyborach do Bundestagu, gdzie wyboru dokonuje się poprzez listy krajów związkowych. Jeśli w danym kraju związkowym frekwencja jest niska, wówczas kraj ten wysyła mniejszą liczbę deputowanych do Bundestagu.

6. Europa tematem lekcji
Krytycy określili wybory europejskie mianem „wyborów lepiej wykształconych“. Rzeczywiście UE dotychczas nie pozbyła się charakteru projektu elit. Politykę europejską coraz trudniej będzie zrozumieć jako politykę lokalną, gdzie osobiście znamy działaczy i tematy dyskusji i sporów. Tym ważniejsze jest, aby Europa stała się przedmiotem nauczania w szkole oraz dokształcania nauczycieli. Już w 1978 roku konferencja niemieckich ministrów kultury podjęła uchwałę, aby Europa stała się tematem lekcji. We wszystkich przedmiotach nauczania należy stworzyć nawiązanie do tematów europejskich. Zasada ta została potwierdzona podczas konferencji w roku 1990 i 2008, jednakże rzeczywistość w szkołach jest daleka od realizacji tychże postanowień. Teraz ostatecznie przyszedł czas na działanie. Poza tym należy pamiętać o tym, że ci, którzy mają dziś 13 lat, w 2014 roku będą mieli prawo głosu.

7. Dialog zamiast PR
Europejska praca PR, za którą odpowiadają instytucje na szczeblu UE i poszczególnych państw członkowskich, nie powiodła się. Europa zdaje się sprawiać na obywatelach wrażenie odwrotnie proporcjonalne do kosztów danego prospektu. Public relations należy zastąpić edukacją, tzn. imprezami w oparciu o dialog. Tylko wówczas, gdy ludzie będą mieli możliwość wyartykułowania i przedyskutowania własnych wątpliwości i pytań, będą gotowi do tego, aby rzeczywiście zająć się tematami europejskimi. Wszystkie doświadczenia forów obywatelskich i seminariów europejskich potwierdzają ten stan rzeczy. Podczas imprez edukacyjnych sprawy, które w społeczeństwie wywołują kontrowersje, powinny zostać kontrowersyjnie zaprezentowane, uczestnicy i uczestniczki powinni mieć możliwość zabrania głosu, bez wywierania na siebie presji. Jeśli podmioty publiczne czują, że to zadanie je przerasta, ponieważ nie mogą zakwestionować własnego zwierzchnika, powinny je przekazać instytucjom z zakresu pozaszkolnej edukacji młodzieży i dorosłych, lecz przy tym odpowiednio wspierać ich pracę, ponieważ edukacja nie poradzi sobie bez pieniędzy.

Zmiany wymagają czasu. Dlatego też już teraz należy działać w perspektywie roku 2014. Kto jest zdania, że to nic pilnego i można jeszcze poczekać, niech przypomni sobie kwestię zmian klimatu. O zmianach klimatu i zanieczyszczeniu środowiska dyskutowano od lat 70-tych, Klub Rzymski przypominał o tym i ukazywały się badania takie jak "Global 2000". Niewiele  zrobiono, bo nie do końca można było być pewnym, że zmiany te rzeczywiście nastąpią. Dziś nie dyskutujemy już o zapobieganiu globalnemu ociepleniu, lecz już tylko o jego zahamowaniu. Powinniśmy w porę rozpoznać sygnały ostrzegawcze w Unii Europejskiej, ponieważ i tu grozi nam zmiana klimatu. Jednakże w Europie istnieje ryzyko tego, że nastąpi nie jego ocieplenie, lecz ochłodzenie.

Prof. Dr Eckart D. Stratenschulte jest dyrektorem Akademii Europejskiej w Berlinie, członkiem zarządu Netzwerk Europäische Bewegung Deutschland  (Sieć Europejskiego Ruchu Niemcy) i zastępcą członka Rady Fundacji Europejskiego Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie nad Odrą.
AKTUALNOŚCI

Fundacja im. Heinricha Bölla patronuje inicjatywie kulturalnej Art-for-Art. Serdecznie zapraszamy na wystawę i sztukę teatralną do Gliwic.
Więcej ..

HEINRICH-BÖLL-STIFTUNG
Zaproszenia i nowości
Jeśli chcą Państwo otrzymywać informacje o nowościach na stronie i zaproszenia na nasze debaty prosimy o  rejestrację»