Tylko czterem z dziesięciu startujących w wyborach partii i koalicji wyborczych udało się przekroczyć konieczną do wejścia do Parlametu Europejskiego granicę pięciu procent. Są to wyłącznie partie reprezentowane w polskim Sejmie. Żadnej z partii czy też grup opozycji pozaparlamentarnej nie udało się przebić do polityki mainstreamu na płaszczyźnie europejskiej i to je właśnie zaliczyć można do grona przegranych.
Nie jest także zaskoczeniem niska frekwencja wyborcza (24,53 procent), mimo iż, biorąc pod uwagę polski euroentuzjazm (od roku 2005 ok. 70 procent polskiego społeczeństwa zadowolone jest z wejścia Polski do Unii i opowiada się za pogłębieniem integracji), jest ona nieco paradoksalna i niepokojąca. Brak informacji i tym samym zrozumienia dla funkcjonowania Unii Europejskiej i jej instytucji, czy też przysłowiowa już postępująca „biurokratyzacja” Unii są niewątpliwie jednym z powodów braku zainteresowania polskich wyborczyń i wyborców eurowyborami. Nie należy jednak zapominać o nie mniej istotnych „wewnątrzpolskich” powodach niechęci wobec wzięcia udziału w wyborach – według aktualnych badań 48 procent Polek i Polaków nie czuje się reprezentowana przez żadną z sił politycznych.
Polska drużyna w Parlamencie Europejskim: konserwatywna i bardziej pro-europejska
Zgodnie z ogólnoeuropejskim trendem, także i polscy eurodeputowani wzmocnią w następnych pięciu latach konserwatywne siły polityczne w Parlamencie Europejskim. Zarówno dwudziestu pięciu posłów z ramienia Platformy jak i trzech posłów PSL wejdze do największej w Europarlamencie frakcji chadeków.
W porównaniu z eurowyborami w 2004 roku nowa reprezentacja Polski w Parlamencie Europejskim jest bardziej pro-europejska. Zwyciężczyni wyborów Platforma Obywatelska deklaruje chęć współtworzenia „silnej i otwartej Europy” i w tym konteście aktywne zaangażowanie w prace Parlamentu. Z list Platformy pojadą do Brukseli doświadczeni w budowaniu europejskiej politki posłowie i posłanki – jak choćby była Komisarz ds. Polityki Regionalnej, Danuta Huebner, czy też europarlamentarzysta poprzedniej kadencji, prof. Jerzy Buzek – którzy gwarantują konstruktywne zaangażowanie w rozwiązywanie europejskich problemów. Szef polskiego rządu, Donald Tusk zamierza zgłosić kandydaturę Buzka na stanowisko Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Niemcy i Francja zadeklarowały poparcie dla polskiego kandydata.
W przeciwieństwie do Holandii, Belgii, Austrii czy Węgier radykalne i antyeuropejskie partie nie zyskały w Polsce poparcia wyborczyń i wyborców. Populistyczne partie, takie jak skrajnie prawicowa Liga Polskich Rodzin i populistyczno-lewicowa Samoobrona, które w roku 2004 dostały się do Parlamentu Europejskiego, w tegorocznych wyborach nie przekroczyły pięcioprocentowego progu wyborczego. Zarówno LPR, która w tegorocznych wyborach startowała pod szyldem Libertas / Polska, jak i Sammobrona, która miała nadzieję zebrać głosy niezadowolonych z lewej strony spektrum politycznego, zdołały zmobilizować jedynie trochę ponad jeden procent potencjału wyborczego.
Eurowybory a polska scena polityczna
W perspektywie przyszłorocznych wyborów prezydenckich eurowybory były tłem do wewnątrzpolitycznych sporów. Szczególnie sprawująca rządy Platforma i prezydencki PiS traktowały wybory do Parlamentu Europejskiego jako próbę generalną przed walką o prezydenturę w 2010 roku.
Także i w tym kontekście Platforma Obywatelska odniosła sukces. W warunkach obiektywnie uważanych za niesprzyjające - po dwóch latach rządów i w czasach niepewności, wywołanej globalnym kryzysem finansowym - Platformie udało sie poprawić wynik wyborów parlamentarnych z jesieni 2007 roku. Gdyby wyniki eurowyborów przenieść proporcjonalnie na układ sił politycznych w polskim Sejmie, Platforma Obywatelska - z niewielką co prawda, niemniej jednak bezwzględną większością głosów - mogła by rządzić samodzielnie. Mimo iż PiS-owi jako największej partii opozycyjnej, nie udało się zaproponować wyborczyniom i wyborcom atrakcyjnej alternatywy do Platformy Obywatelskiej – szef PiS-u Jarosław Kaczyński określił wynik swojej partii jako „niezły”. Tuż przed wyborami udało się PiS-owi, za pomocą antyniemieckiej retoryki zmobilizować więcej wyborczyń i wyborców, niż przewidywały przedwyborcze sondaże.
Dla tracącej znaczenie na scenie politycznej SLD wybory do Parlamentu Europejskiego były przede wszystlim żmudną walką o zachowanie jednowładztwa na mainsteramowej lewicy. Zdobywając 12 procent SLD nie osiągnęła co prawda wartego szczególnej uwagi wyniku, niemniej jednak udało jej się prawie powtórzyć wynik z poprzednich sejmowych wyborów. Dodatkowo, najpoważniejsza potencjalna konkurentka SLD – centrolewicowa koalicja wyborcza „Porozumienie dla Przyszłości” zdobyła jedynie 2,44 procent głosów i tym samym, nie wejdzie do Europarlamentu i nie ma szans na bycie lewicową polityczną alternatywą dla SLD nawet na płaszyczyźnie europejskiej.
Wyborcza porażka „Porozumienia dla Przyszłości” jest dla koalicji Socjaldemokratów (SDPl), Demokratów i polskich Zielonych 2004 zapewne końcem zawartego przed wyborami „małżenstwa z rozsądku”. Dla poszczególnych partii konsekwencje porażki są dużo większe. W scenariuszu bardziej optymistycznym czeka je, jako opozycję pozaparlamentarną, parę lat egzystencji na obrzeżach polityki. Wobec wyniku wyborczego poniżej 3 procent będą musiały przetrwać te lata bez państwowych dotacji. W scenariuszu pesymistycznym porażka wyborcza może oznaczać dla każdej z tych partii – a szczególnie dla Partii Demokratycznej - następczyni Unii Wolności” – koniec politycznego bytu.
Wyniki eurowyborów, które są w dużej mierze kopią wyników ostatnich wyborów do Sejmu, wskazują na konsolidację i stabilizację polskiego systemu partyjnego. Jednocześnie polska scena polityczna staje się coraz bardziej hermetyczna i niedostępna dla sił politycznych spoza aktualnego politycznego mainstreamu. Prowyborczy rozkład sił politycznych potwierdza także zauważalną od paru lat asymetryczność: skupiająca ponad 70 procent prawica (PO i PiS) jest nieproporcjonalnie duża w porównaniu do słabej, reprezentowanej de facto jedynie przez SLD lewicy. Dodatkowo praktycznie brak partii centrowych. W tym kontekście polska scena polityczna wydaje się zmierzać w kierunku utworzenia dwupartyjnego systemu rządów o charakterze prawicowo – konserwatywnym.
Agnieszka Rochon jest dyrektorką Biura Regionalnego Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie
Więcej o wyborach do Parlamentu Europejskiego na naszych stronach oraz na stronie http://www.boell.de/weltweit/europanordamerika/europa-nordamerika-6728.html