Dossier
Kwestia gender. Wielka nieobecna polskich euro wyborów
Do Państwowej Komisji Wyborczej zgłoszono ponad 130 list, z czego 10 we wszystkich okręgach wyborczych. Są to: Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Sojusz Lewicy Demokratycznej-Unia Pracy, Polskie Stronnictwo Ludowe, Prawica Rzeczpospolitej, Porozumienie dla Przyszłości (Partia Demokratyczna-Socjaldemokracja Polska-Zieloni 2004), Samoobrona RP, Polska Partia Pracy, Unia Polityki Realnej i Libertas.
Według danych Państwowej Komisji Wyborczej do Parlamentu Europejskiego będzie startowało ponad 1300 kandydatów i kandydatek, przy czym udział mężczyzn i kobiet jest bardzo nierówny, ponieważ zarejestrowano zaledwie 24 proc. kobiet i aż 76 proc. mężczyzn.
W polskim ustawodawstwie nie ma żadnych zapisów odnośnie parytetu ani innych procedur mających na celu zrównanie reprezentacji politycznej kobiet i mężczyzn. Również największe partie nie stosują tego typu mechanizmów. Z list ogólnopolskich do parytetu najbardziej zbliżyła się Polska Partia Pracy – na jej listach znalazło się 47 proc. kobiet. We wszystkich innych komitetach udział kobiet wśród kandydujących jest o wiele mniejszy. Koalicjant w Porozumieniu dla Przyszłości - CentroLewica - Zieloni 2004 popiera parytet na listach wyborczych, a w jego władzach jest równa reprezentacja kobiet i mężczyzn, jednak wśród kandydatów i kandydatek całego bloku Porozumienia dla Przyszłości znalazło się jedynie 31 proc. kobiet. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w innych komitetach wyborczych. Prawica Rzeczpospolitej ma na swoich listach 28 proc. kobiet, PO – 27 proc., SLD-UP i Libertas - po 20 proc., PiS i PSL - po 18 proc., Samoobrona RP – 17 proc., UPR – 12 proc. Parytet (po 50 proc. kobiet i mężczyzn) jest w Polskiej Partii Socjalistycznej, jednak zarejestrowała ona listę tylko w jednym okręgu. Nie udało się zarejestrować list Partii Kobiet, która w swoich dokumentach programowych mocno akcentowała poparcie dla parytetu nie tylko na listach wyborczych, ale też w niektórych instytucjach publicznych.
Warto zwrócić uwagę, że kobiety nie tylko są w zdecydowanej mniejszości wśród kandydujących, ale na listach wyborczych zajmują niższe pozycje od mężczyzn. Oznacza to, że odsetek kobiet wśród polskich europosłów i europosłanek najprawdopodobniej nie przekroczy 20 proc. Obecnie polska reprezentacja w PE składa się z 8 kobiet (14,81 proc.) i 46 mężczyzn (85 proc.) i można się spodziewać, że w przyszłym PE będzie zbliżona.
Również problematyka praw kobiet rzadko kiedy jest poruszana przez dominujące ugrupowania na polskiej scenie politycznej. Bardzo często kwestie związane z prawami kobiet są traktowane jako tematy zastępcze i spychane na dalszy plan. Niestety, w tym samym stopniu dotyczy to ugrupowań prawicowych, jak i lewicowych. Rządy prawicowe często przywołują hasło „polityki rodzinnej”, tymczasem zasiłki rodzinne za rządów PiS były bardzo niskie, a tylko nieliczne świadczenia miały charakter uniwersalny. Po dojściu do władzy PO w 2007 roku sytuacja nie zmieniła się. Również partie lewicowe lekceważą prawa kobiet. Przykładowo, za ich rządów nie zliberalizowano restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej, nie wprowadzono żadnych rozwiązań na rzecz zrównania płac kobiet i mężczyzn, choć te wątki pojawiały się w ich deklaracjach ideowych. Dominującą postawą wobec problematyki równościowej na polskiej scenie politycznej jest zatem obojętność. Lekceważenie różnych form dyskryminacji, które dotyczą kobiet, skutkuje natomiast umacnianiem konserwatywnego status quo.
Ponadto niektóre ugrupowania przemycają bardzo określone, patriarchalne rozwiązania odnośnie polityki płci, przedstawiając je jako neutralne i naturalne. Przykładowo, reforma systemu emerytalnego znacząco zwiększa różnicę w emeryturach kobiet i mężczyzn. Sytuacja kobiet na rynku pracy jest wciąż o wiele gorsza niż mężczyzn, ale żadna z liczących się partii nie chce wprowadzać rozwiązań, które zmieniłyby ten stan rzeczy. Takie podejście jest widoczne tak w polityce kolejnych polskich rządów, jak też w postawie polskich parlamentarzystów i parlamentarzystek w Parlamencie Europejskim - większość z nich każdorazowo wspiera konserwatywne i antyfeministyczne inicjatywy.
Jednym z głównych wyznaczników programów dwóch najsilniejszych polskich partii – Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości – jest zastępowanie praw kobiet prawami rodziny. Obydwie partie czynią rodzinę podstawową komórką społeczeństwa. Tradycyjnie pojmowana rodzina (jako związek małżeński kobiety i mężczyzny wychowujących dzieci) ma zastępować państwo w rozwiązywaniu problemów socjalnych. W programie wyborczym PO jest podrozdział „Samodzielna i odpowiedzialna rodzina”, a trudno znaleźć konkretne zapisy odnośnie praw kobiet i ich samodzielności. Podobne zapisy są w projekcie konstytucji opracowanej przez PiS, gdzie możemy przeczytać, że „Rodzina, jako wspólnota podstawowa i pierwotna w stosunku do państwa, ma własne i niezbywalne prawa”. Obydwie partie przeciwstawiają się liberalizacji ustawy antyaborcyjnej. Żadna z nich nie proponuje też rozwiązań mających na celu zrównanie sytuacji kobiet na rynku pracy, choć PiS postuluje nieco bardziej aktywną rolę państwa w rozwiązywaniu problemów społecznych. Pod tym względem obydwa ugrupowania traktują stosunki dominacji między płciami jako neutralne i bezproblemowe. Bardzo podobne zdanie w tej kwestii mają Polskie Stronnictwo Ludowe i Samoobrona RP, choć ta ostatnia, podobnie jak PiS, w większym stopniu akcentuje socjalne funkcje państwa.
Nieco inne podejście do kwestii równości płci mają partie skrajnie prawicowe: Unia Polityki Realnej, Prawica Rzeczpospolitej i Libertas, które otwarcie wspierają tradycyjny podział ról płciowych, zgodnie z którym podstawową rolą kobiety jest wychowywanie dzieci i nieodpłatna praca w domu. Te ugrupowania przeciwstawiają się emancypacji kobiet i chcą zaburzyć konserwatywne status quo na rzecz bardziej konserwatywnych rozwiązań od tych, które obowiązują obecnie. Zarazem łączą one tradycyjny model relacji między płciami wsparciem dla ortodoksyjnie liberalnych rozwiązań gospodarczych.
Trzecie podejście reprezentują inicjatywy polityczne, które w swoich programach akcentują postulaty emancypacji kobiet. W najbliższych wyborach są to przede wszystkim 3 komitety: SLD-UP, PPP i Porozumienie dla Przyszłości - CentroLewica. Wszystkie te komitety wyborcze deklarują wsparcie dla działań na rzecz równości płci. W praktyce jednak wydaje się, że one również nie przywiązują istotnej wagi do praw kobiet. Politycy Partii Demokratycznej, która wchodzi w skład Porozumienia dla Przyszłości, przez wiele lat wspierali konserwatywny model państwa i rodziny i należeli do kolejnych prawicowych rządów, które przyczyniły się do pogorszenia sytuacji kobiet. Sojusz Lewicy Demokratycznej i Socjaldemokracja Polska od lat deklarują wsparcie dla emancypacji kobiet, lecz będąc u władzy, ten wymiar polityki traktowały marginalnie. Obydwie partie w swoich programach mają zapisy o zrównywaniu praw kobiet i mężczyzn w życiu rodzinnym i zawodowym, walce z przemocą wobec kobiet czy o prawie do decydowania przez kobiety o ich macierzyństwie. W praktyce jednak politycy tych ugrupowań rzadko nagłaśniają te kwestie, a kiedy były u władzy, spychały je na dalszy plan. W latach 2001-2005 rządy centrolewicowe zrezygnowały z walki o prawa kobiet (i innych dyskryminowanych grup społecznych), dzięki czemu zdobyły poparcie Kościoła dla akcesji Polski do Unii Europejskiej.
Najwięcej uwagi równości płci w swoim programie poświęcają Zieloni 2004, lecz jest to najmniejsza i najsłabiej reprezentowana partia w bloku Porozumienie dla Przyszłości. Ponadto Zieloni przywiązują dużą wagę do praw reprodukcyjnych kobiet i ich reprezentacji w życiu publicznym, natomiast w znacznie mniejszej mierze akcentują elementy patriarchatu wiążące się z polskim modelem kapitalizmu, choć jednocześnie kładą nacisk na przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na płeć. Postulaty równości płci wysuwa też PPP, jednak i ta partia rzadko kiedy nagłaśnia kwestie związane z dyskryminacją kobiet. Wyróżnikiem tego ugrupowania jest natomiast krytyczne podejście do kapitalizmu, w którym politycy tej partii widzą źródło większości istniejących form dyskryminacji, w tym dyskryminacji kobiet.
Brak postulatów odnośnie równości płci w kampanii wyborczej wiąże się nie tylko z lekceważeniem tych kwestii przez największe partie. Ta istotna luka jest spowodowana również słabością ruchów feministycznych wśród organizacji pozarządowych. Kwestie równości kobiet i mężczyzn oraz relacji władzy między płciami podnosi niewiele organizacji, a na dodatek ich zasięg jest stosunkowo niewielki. Wśród nielicznych wyjątków są między innymi: Przedstawicielstwo Fundacji im. Heinricha Bölla, Think Tank Feministyczny działający przy Fundacji Ekologia i Sztuka, Fundacja Feminoteka, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Fundacja Kobieca eFKa, Stowarzyszenie Współpracy Kobiet NEWW Polska czy Fundacja MaMa. Część z nich broni szeroko pojmowanych praw kobiet (na przykład Feministyczny Think Tank, Fundacja Feminoteka), a część koncentruje się na kwestiach szczegółowych (Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny walczy o prawo kobiet do aborcji, Fundacja MaMa o prawa matek). Ich działania w niewielkim stopniu przekładają się jednak na bieżącą politykę, wydaje się, że głośniejsze są organizacje antyfeministyczne i broniące tradycyjnych, patriarchalnych relacji między płciami.
Śmiało można stwierdzić, że w najbliższych wyborach do PE, podobnie jak w tych sprzed pięciu lat, kwestie równości płci i dyskryminacji kobiet nie będą odgrywały istotnej roli. Już teraz można dostrzec, że problematyka równościowa nie jest przedmiotem zainteresowania największych polskich partii. Kobiety pojawiają się na billboardach lub w reklamach telewizyjnych głównie jako matki, dobre żony lub co najwyżej osoby łagodzące wizerunek partii (jak w kampanii PiS). Żadna partia lub koalicja nie czyni problematyki równości płci ważnym elementem swojej kampanii. Dlatego wiele wskazuje na to, że ślepota na kwestie równościowe pozostanie jednym z wątpliwej wartości wyróżników polskich europarlamentarzystów i nielicznych europarlamentarzystek.
Piotr Szumlewicz – lewicowy publicysta, redaktor portalu lewica.pl; współredaktor książki Stracone szanse? Bilans transformacji 1989-2009 [Warszawa 2009].